Wcale nie dlatego, że są mało wyrozumiali, niecierpliwi czy brak im empatii. Po prostu pewnych rzeczy trzeba doświadczyć, żeby je zrozumieć. I tak właśnie jest, kiedy w naszym życiu pojawia się dziecko…

Uwielbiam towarzystwo moich przyjaciół i znajomych i nie wyobrażam sobie miesiąca bez spotkania we wspólnym gronie. Tak się jednak składa, że w zdecydowanej większości są to osoby bez dzieci. W związku z tym spotyka nas wiele zabawnych sytuacji i negocjacji, co do charakteru wspólnych wypadów. O nie, wcale nie chodzi o to, że jako matka odbijam się od ściany niezrozumienia, raczej o to, że myślenie o posiadaniu dziecka jest dość abstrakcyjne – żeby nie było – sama jeszcze rok temu myślałam podobnie. Bo “wydawało mi się” a “wiem, jak to jest” to dwie różne rzeczy. No więc – jak to jest?

hihi

 

Z DZIECKIEM NIE DA SIĘ NIC ZROBIĆ “NA ZAPAS”

Oj, jak ja bym chciała, żeby się tak dało. Gdybym złowiła złotą rybkę, to pewnie bym sobie tego życzyła! Jednak złote rybki spełniające marzenia nie istnieją a dzieci mają zmienne humory. Śmieję się, że mój syn jest elastyczny – stałe pory drzemki czy jedzenia nie są dla niego. Pół biedy, kiedy zabieram go ze sobą – wtedy po prostu go karmię i tyle (co nieco o tym pisałam już TUTAJ), czasami trzeba się tylko naszukać odpowiedniego miejsca, żeby i mnie i jemu było wygodnie. To jednak nie jest jakaś wielka przeszkoda. Gorzej, gdy chcę wyjść sama. Bez zapasu mleka w lodówce tylko funduję sobie stres i nerwowe zerkanie na telefon z pytaniem śmigającym pod kopułą “Kiedy mężu zadzwoni, mówiąc WRACAAAJ w akompaniamencie płaczu synka”. Już nie raz zdarzyło mi się nie umówić na spotkanie, bo wiedziałam, że bez prowiantu się nie obejdzie…

karmienie

zeco

DZIECKO NIE TAK ŁATWO USPOKOIĆ

Niemowlak ma jeden jedyny sposób na okazanie swoich potrzeb – płacz. Mleko – płacze, pielucha – płacze, gorąco – płacze, zimno – płacze, spać – też płacze. No a co innego ma zrobić? Ja mam już całą serię czynności sprawdzających, bo ten, kto powiedział, że można rozpoznać czego owy płacz dotyczy, musiał być chyba audiofilem z niesamowicie wyczulonym słuchem. Ja nie rozróżniam za cholerę. Sprawdzamy więc po kolei. Nie mówię już o sytuacjach, w których dziecko jest zwyczajnie rozdrażnione i dobry Boże nie pomoże, trzeba się ewakuować do domu. “Daj mu cycka” albo “Weź go na ręce” to niestety nie recepta na wszystko. Cóż, jeszcze rok temu sama myślałam, że dziecko jest tak łatwe w obsłudze.

SPONTANICZNE WYJŚCIA? ZAPOMNIJ!

Zanim zostałam mamą na wyjście z domu potrzebowałam może 10 minut. Klucze, portfel, telefon do torebki i możemy iść! Kumpela dzwoni, że jest na mieście? Nie ma problemu – zaraz się widzimy Kochana! Teraz ten czas niebezpiecznie wydłuża się do wieczności. Czterdzieści razy sprawdzam, czy zabrałam wszystko (łącznie z dzieckiem :D). Czy tylko mi się zdaje, że torby dla dzieci to jakieś czarne dziury – zanim przekopię się przez jej zawartość mija co najmniej 15 minut! Nie mówię, już o tym, że małego też trzeba do wyjścia przygotować. No i siebie samą, bo czasy, kiedy “wyjściowo” wyglądałam 24 godziny na dobę bezpowrotnie minęły. Może kiedyś poplamione podkoszulki będą w trendach – to by dopiero ułatwiło mi życie!

Ale czas spędzony na wyjście to tylko wierzchołek góry lodowej. Najpierw na to wyjście trzeba się umówić. I nie ma lekko. W głowie analizuję, o której idziemy na spacer / zajęcia / rehabilitację, czy dziś kąpiel, co jeszcze robimy. Ostatnio naprawdę nieźle się gimnastykowałam, gdy koleżanka zaproponowała lekką modyfikację godziny spotkania. Gdy opisałam jej cały elaborat, o której możemy się spotkać z bogatym uzasadnieniem, sama śmiała się, że w życiu nie powiedziałaby, że tyle różnych rzeczy trzeba wziąć pod uwagę.

15minut

hmm

TRZEBA MIEĆ OCZY DOOKOŁA GŁOWY

“Słuchasz mnie?” Tak, tak, Kochana – ja po prostu jednocześnie analizuję otoczenie. Śmieję się, że matkom włącza się postrzeganie świata niczym w wizjerze RoboCop’a – gorąca herbata, kant stołu, coś, co na pewno nie nadaje się do jedzenia – i przy tym wszystkim wielki czerwony napis ALERT :D

Nie obcując na co dzień z takim małym rozrabiaką, który wszystko najchętniej dorwałby w swoje rączki i próbował wszamać, można nie dostrzegać tych potencjalnych zagrożeń. Ja codziennie uczę się, na co jeszcze powinnam zwracać uwagę. Zdaję sobie sprawę, że z boku może to wyglądać co najmniej komicznie. Sama byłam kiedyś z boku, teraz optyka mi się nieco zmieniła.

DRINKI Z PALEMKĄ? HMM, ZASTANOWIĘ SIĘ…

Od dawna dziewczyny namawiają mnie na babski wieczór z winem. Sounds great! Tylko jest mały problem – karmię. I mogłabym nawet odciągnąć to mleko, przygotować zapasy, ale jakoś się po prostu nie składa. To już jednak operacja logistyczna na wyższym poziomie zaawansowania, bo prowiant w lodówce musiałby być nie tylko na moje wyjście, ale i na kilka (zakładając, że po tak długiej przerwie wrzucą mnie półprzytomną do taksy po pierwszej lampce!) późniejszych godzin.

A jak na złość – albo wypadnie kilka innych okazji, na które muszę to mleko przygotować, albo są upały i młody praktycznie pije non stop. Mówiąc szczerze wtedy mi się po prostu odechciewa i wizja nawet najpyszniejszego drinka nie jest tak nęcąca – za dużo zachodu :P Nie pozostaje nic innego jak przeczekać te kilka miesięcy – dziewczyny wybaczcie! Kocham Was!

***

I tak to właśnie jest Kochani – tylko, co ja będę mówić. To trzeba przeżyć, by w 100% zrozumieć.

***
Mam nadzieję, że podobał Ci się ten wpis :)
Jeśli chciałabyś zostać tu na dłużej obserwuj mój Instagram
Wtedy na pewno nic Cię nie ominie :)
Zapraszam Cię też do grupy na FB - Mamy Szyją!