gryzak_gwiazdka

Pamiętacie nasze przeboje z tak zwaną ząbkolipsą (klik!)? Stan posiadania w tej materii uległ ogromnej zmianie, bo młodemu przybyło kolejne pięć zębów. A co za tym idzie – trzeba gryźć! Wszystko, wszędzie i zawsze, nie ma przebacz. Co tylko wpadnie w te malutkie ręce musi przeżyć zbliżenie pierwszego stopnia ze szczęką. W konsekwencji Tadeo stał się istnym ekspertem w temacie gryzaków, przetestował chyba wszystkie możliwe rodzaje i zdradził mi w czym tkwi sekret tego idealnego. Jesteście ciekawe? No nie będziemy tacy, podzielimy się :)

Gryzaków na rynku jest od groma – do wyboru do koloru. Czego sobie nie wymyślisz, na pewno to dostaniesz. Gumowe, plastikowe, z wodą, drewniane. Twarde, miękkie. Kolorowe, stonowane. Designerskie i te najzwyczajniejsze. Zwariować można, gdy przyjdzie nam wybierać.

GRYZAKI_ZESTAWIENIE

Z poprzedniego wpisu wiecie, że Tadeo trzy miesiące temu szczególnie upodobał sobie miękkie gryzaki. Zmieniło mu się i to baardzo!  I to chyba najważniejsza rzecz – jeden rodzaj gryzaka nie ogarnie całego okresu ząbkowania! Ba! Tadeusz w ciągu jednego dnia nie mógł się zdecydować, czy woli miękki czy twardy, bo jak swędziało, to miękkie nie dawały rady a gdy nadchodzący ząb dał o sobie znać, to najlepszy był mięciutki gryzak prosto z lodówki (o twardszych zapomnij matko, inaczej dziecko spojrzy na ciebie wzrokiem “no co Ty mi tu dajesz” ukazując jednocześnie całą moc malutkich płucek).

O wcześniejszych ulubieńcach Tadzia nie będę się jednak rozpisywać, z Mam Coolera już praktycznie nie korzystamy, gwiazdka służy głównie do zabawy (w końcu jest też grzechotką :)), śliniak Lullalove cały czas ma honorowe miejsce w naszej torbie. Co się zmieniło? Synu przerzucił się na twardsze modele – klucze z Fisher Price w naszym domu robiły furorę przez bardzo długi czas. O pilocie nie wspominam, bo to istny król imprezy :) Najlepszy, najfajniejszy i w ogóle naj!

I chociaż nie jestem przeciwniczką plastikowych zabawek, to od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem sprawienia Tadzikowi drewnianych gryzaczków. Kurczę, chyba mam do tego drewna sentyment, po prostu kojarzy mi się z dzieciństwem i już, chociaż nieraz z takiego drewnianego klocka oberwałam ;) Dlatego, gdy w ramach przygotowań do tego posta myślałam o wyborze gryzaków do przetestowania, bardzo szybko zdecydowałam się na samochodzik ODA (przez moment zastanawiałam się nad superRRO baby eco, ale mamy już wersję gumową ;)). Tadeo musiał konkurować ze mną o tę gryzako-zabawkę, bo ja się w nim absolutnie zakochałam. Na pewno kupię kwadratowy model do kompletu. No niech mi ktoś powie, że nie jest trochę tak, że te wszystkie gadżety są też po trochu dla nas i nam też dają przyjemność. W zaprzeczenia nie uwierzę :) Nie i już!

W tym modelu urzekł mnie przede wszystkim design, ja lubię minimalizm i prostotę, więc ODA trafia zdecydowanie w moje gusta. No dobrze – coś dla mamy odhaczone. A co dla dziecka? Przede wszystkim bezpieczeństwo – to produkt polski, ręcznie wykonany, ekologiczny, malowany bezpieczną farbą. Bez problemu może służyć jako gryzak, ale też zabawka – łatwo go chwycić i prowadzić po stoliku czy podłodze. Cukierkowo się zrobiło? A gdzie minusy? Jeśli już miałabym się do czegoś doczepić, to przyznam, że według mnie samochodzik jest dość ciężki i duży, więc dla mniejszych dzieci niekoniecznie się nadaje. Nieskoordynowanym ruchem łatwo nabiłyby sobie guza.

Ale wiecie – ja nie mogę być obiektywna, to model w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Wyobrażenia nie przegrały starcia z rzeczywistością, więc mogę dać tylko bezapelacyjną piąteczkę.

ocena5

gryzak_oda

samochodzik_oda

 

Drugim gryzakiem była osławiona żyrafa Sophie. O niej słyszała chyba każda mama. Gryzak z naturalnej gumy, barwiony farbami spożywczymi, miękki i uwielbiany przez niemowlaki. Przyznam się Wam, że ja byłam bardzo sceptyczna. Myślałam sobie “gryzak jak gryzak” i cały ten szum to kwestia marketingu. No, ale skoro możemy ją sprawdzić, to czemu nie?

Mądra matka po szkodzie. Pisałam, że Tadzik upodobał sobie twardsze zabawki? Żyrafy Sophie to nie dotyczy. Ja naprawdę nie wiem, na czym polega jej fenomen, ale odkąd jest w naszym domu, to synu się z nią nie rozstaje. Nie mam pojęcia, czy to kwestia tej gumy – jaj zapachu i smaku, kształtu, tego, że piszczy. Naprawdę nie wiem, ale najwyraźniej ma w sobie “to coś”. U nas się sprawdziła, choć sprawiedliwie powiem, że znam mamy, których dzieci nie podzieliły powszechnego entuzjazmu :) Wygląda na to, że jest to kwestia gustu.

Żyrafa jest bardzo ładnie wykonana (choć do mnie zdecydowanie bardziej przemawia design samochodzików :), jednak ma jeden minus. Guma, z jakiej jest wykonana, strasznie szybko łapie brud i intensywnie użytkowana wymaga codziennego czyszczenia. Po dłuższej zabawie pyszczek, nóżki i szyja bardziej przypominają skórę nosorożca niż żyrafy. Na szczęście wystarczy przepłukać ją pod bieżącą wodą i te szarości znikają.

U nas problemem jest też to, że ściśnięta piszczy, przez co Tofik myśli, że to zabawka dla niego :) A ja siedzę przy Tadziku i odganiam psiaka po każdym naciśnięciu żyrafy. Jest wesoło, nie ma co :) Moja ocena? Byłaby piąteczka, ale sprawiedliwie odejmuję pół punktu za szybkie brudzenie.

ocena4-5

Jestem pewna, że to nie koniec naszych gryzakowych zakupów. Trzeba testować, testować i jeszcze raz testować! A i tak pod koniec dnia nasze kochane dziecko sięgnie po… pilota :D Czyż nie jest tak?

gryz

rozne_gryzaki

sophie_gryzak sophie_de_vulli

gryzak_sophie

dwa_gryzaki

A na zakończenie razem ze sklepem ekoMaluch zapraszam Was na facebookowy konkurs! Macie chrapkę na gryzak? To powiedzcie nam który! Wolicie miękką Sophie czy drewniany samochodzik ODA? Dlaczego? Najciekawsze uzasadnienie wygrywa :) Bawimy się do 15 listopada!

Elementy grafiki: Freepik
Wpis powstał w ramach współpracy ze sklepem EkoMaluch.pl

***
Mam nadzieję, że podobał Ci się ten wpis :)
Jeśli chciałabyś zostać tu na dłużej obserwuj mój Instagram
Wtedy na pewno nic Cię nie ominie :)
Zapraszam Cię też do grupy na FB - Mamy Szyją!