fotostory

Stało się. Posiadłam umiejętność bilokacji. Tylko dlaczego mam z tego powodu więcej zmartwień niż korzyści?

Tyle się mówi o tym, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, trzeba mieć swoje pasje, czas wolny, “wychodne” raz na jakiś czas. 100% racji, zgadzam się bezdyskusyjnie i nawet bardzo skrupulatnie do tych wszystkich rad się stosuję. Pozostaje tylko ta nieszczęsna bilokacja… Bo chociaż ciałem jestem poza domem, to myślami cały czas w naszym M.

To nic, że sama czuję, że potrzebuję trochę odpoczynku od syna, brakuje mi kontaktu ze znajomymi, chciałoby się poplotkować co nieco. Po pół godziny tęsknota włącza mi się za każdym razem! I wiecie co? To jest nie do zwalczenia! Nie umiem nie myśleć, co tam się dzieje beze mnie! Zastanawiam się, czy sobie radzą, czy Tadzio nie płacze, czy na pewno nie jest głodny. No milion różnych scenariuszy przychodzi mi do głowy. Ale to pół biedy. Gorzej, że sama się proszę o kłopoty. Bo przecież doskonale wiem, że Tata sobie poradzi! Ale co tam – jak spytam, to przecież nic się nie stanie. Taaa, jasne – pytam, bo chcę przeczytać “Wracaj!”.

2

A co, jeśli Mężu nie pisze “Wracaj, już, zaraz, teraz!” Nie wzywa pomocy? Nie mam 20 nieodebranych połączeń? Spokojnie, stęskniona matka na pewno coś wymyśli! Wystarczy informacja, że coś jest nie tak – Młody marudził, zapłakał, nie bardzo chciał jeść i od razu włącza mi się tryb “muszę wracać” (a tak off topic – zaczynam się zastanawiać, czy mój mąż, znając mnie, jednak nie robi tego specjalnie :P). No i po zabawie, nie pobawię po takiej info! Siedzę, jak na szpileczkach a myślami już wizualizuję siebie w samochodzie pędzącą do domu. No i prawda jest taka, że po 15 minutach takich wizualizacji już w tym samochodzie jestem.

3

Kto by pomyślał, że przyjdzie mi żyć w takim rozkroku. Z jednej strony naprawdę czasami wręcz marzę, żeby wyrwać się z domu i spędzić wieczór bez dziecka (nie mów, że Ty tak nie masz :P), z drugiej – jak już przyjdzie co do czego, to często gęsto tęsknota nie pozwala mi się do końca oderwać od macierzyńskiej codzienności. No i jak tu mieć czas tylko dla siebie? 

Owszem, zdarza mi się wymknąć z domu na kilka godzin (to by dopiero było, gdybym za każdym razem uciekała po godzinie!), ostatnio świetnie się bawiłam w gronie znajomych z pracy, aż zatęskniło mi się baaardzo! Ale jeszcze nie miałam wyjścia bez sprawdzania telefonu, ba! sprawdzania małżona esemesami i czekania na sygnał, że jestem potrzebna. Mamusiowa się zrobiłam, nie ma co :P

4

5

I wiecie, co jest najlepsze? Że ja tak pędzę jak szalona, w myślach już widzę zapłakanego i głodnego malucha, na klatce schodowej nasłuchuję uważnie, przekręcam szybciutko klucz w zamku i… CISZA! Cisza i spokój! Mówię “Hop, hop, już jestem” a mężu ze stoickim spokojem odpowiada “Ciii, Tadzio śpi!”. A czy mówiłam Wam już, że jak Młody zaśnie, to noce przesypia przepięknie i wcale się nie budzi??? Także tak… No mogłaś się pobawić Matko, pogadać ze znajomymi, wychillować trochę, ale musiałaś… To teraz masz!

6
I tak jest za każdym razem! Ale jakoś wcale nie jest mi źle, przykro, że się nie wybawiłam. Pewnie – potrzebuję odpocząć od syna, ale po dwóch godzinach odpoczynek zamienia się w mękę, bo tęsknie i nie potrafię myśleć o niczym innym. I wracam do domu a on tak śpi słodko. I co robię? Kładę się obok i patrzę. Głaszczę po główce, całuję, jakbyśmy się wieki nie widzieli! Mąż mnie strofuje, że go obudzę, ale ja nie umiem się powstrzymać. Tak go kocham po prostu, no!

Podobno ta tęsknota uspokaja się troszeczkę z biegiem lat. Wiem jedno – takie wyjścia są potrzebne, nawet jak mam wracać w te pędy po godzinie. Cóż, taki paradoks – tak źle i tak niedobrze :) Ale syn ma nie tylko mnie a i nie tylko syna mam ja. Dalej będziemy więc “walczyć” z mamusiowym nastawieniem, ale czy jest z czym? Sama nie wiem!

A jak jest u Was? Macie podobnie? Jak sobie z tym radzicie? Ciekawa jestem strasznie!

***
Mam nadzieję, że podobał Ci się ten wpis :)
Jeśli chciałabyś zostać tu na dłużej obserwuj mój Instagram
Wtedy na pewno nic Cię nie ominie :)
Zapraszam Cię też do grupy na FB - Mamy Szyją!