dmuchanie_swieczek

Tort urodzinowy… W czasie imprezy dużo rzeczy może się nie udać, ale on jeden po prostu MUSI! Naprawdę długo się zastanawiałam – zamówić, piec? Co zrobić? Czy podołam, czy to nie porwanie się z motyką na słońce?

Bo prawda jest taka, że jeszcze nigdy, przenigdy tortu nie robiłam. Na szczęście z pomocą przyszła babcia Tadzika, która obiecała upiec biszkopt a to chyba przerażało mnie najbardziej. Zdecydowałam więc, że idziemy na całość i tort przygotujemy same. Motyw przewodni – dżungla oczywiście :) To co? Lecimy krok po kroku!

BISZKOPT

Jak już wspomniałam, pyszny biszkopt zawdzięczamy babci Tadzia. Dzięki jej uprzejmości sprawdzonym przepisem mogę podzielić się też z Wami! Gwarantuję, że z nim biszkopt wyjdzie pyszny i wilgotny na tyle, że nie będzie go trzeba dodatkowo namaczać.

SKŁADNIKI (na tortownicę o średnicy 27cm) :
  • 10 jaj
  • 1 szklanka cukru
  • 1,5 szklanki mąki tortowej zamojskiej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
  1. Na początek musimy przygotować tortownicę. Na dno kładziemy papier do pieczenia. Nie smarujemy boków!
  2. Obie mąki mieszamy w misce z proszkiem do pieczenia.
  3. Oddzielamy żółtka od białek. Białka ubijamy na sztywno z odrobiną soli. Potem stopniowo dodajemy cukier cały czas ubijając. Ważne! Cukier dodajemy dopiero, gdy piana będzie sztywna, nie wcześniej. Na końcu dodajemy żółtka i dalej ubijamy.
  4. Do ubitej piany dodajemy zawartość miski (mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia). Delikatnie mieszamy łopatką lub dużą łyżką.
  5. Wszystko wlewamy do przygotowanej tortownicy i pieczemy w temperaturze 170-180°C około 45-55 minut (do suchej wykałaczki  – jeśli jest oblepiona ciastem, to znaczy, że biszkopt jeszcze się nie upiekł).
  6. Po upieczeniu otwieramy piekarnik, ale sam biszkopt wyjmujemy dopiero po 10 minutach.
  7. Gdy biszkopt będzie zimny, możemy delikatnie wsunąć nóż i oddzielić boki, żeby otworzyć tortownicę.
  8. Biszkopt kroimy długim nożem na trzy części.

Biszkopt można przygotować wcześniej – nasz był gotowy już w czwartek i czekał resztę składników przykryty kuchenną ściereczką.

KREMY

Do dekoracji planowałam użyć masy cukrowej, więc nie chciałam, żeby krem nie był zbyt słodki i wydaje mi się, że znalazłam przepis idealny! Zdecydowałam się na dwa smaki – na dole krem śmietanowy a na górze śmietanowo-malinowy (na bazie kremu nr 1, do którego po prostu dodałam rozmrożone maliny). Wyszło pysznie!

Przepis na krem śmietanowy znajdziecie na stronie MojeWypieki.pl.

Biszkopt gotowy, kremy gotowe. Możemy zabrać się za złożenie tortu. WAŻNE! Biszkopt kładziemy do góry nogami – górną warstwę dajemy na sam dół, smarujemy warstwą kremu śmietanowego, kładziemy środkową część biszkoptu, smarujemy kremem malinowym i przykrywamy spodnią warstwą biszkoptu. Dlaczego tak? Dół upieczony na blaszce jest idealnie równy – dzięki temu tort będzie się pięknie prezentował.

Tort prawie gotowy. Została nam tylko dekoracja. Jak już pisałam, zdecydowałam się na zastosowanie masy cukrowej a w tym przypadku trzeba pamiętać o jednym – żeby masa nie rozpuściła się na torcie nie może stykać się z kremami. Do stworzenia warstwy ochronnej wykorzystuje się krem maślany – bardzo dokładnie przykrywamy nim boki i górę tortu.

Przepis na krem maślany znajdziecie na stronie UwielbiamGotowac.com.

Tak przygotowany tort odkładamy w chłodne miejsce na kilka godzin, żeby porządnie schłodził się przed nałożeniem masy cukrowej.

DEKORACJA

Jak już pisałam, tort musiał pasować do naszego motywu przewodniego, czyli dżungli. Chciałam, żeby był cały zielony z niebieskim paskiem imitującym wodę na spodzie tortu, zielonymi liśćmi po bokach i figurkami na górze. I o ile pieczenia, czy składania tortu mogłabym się podjąć, to lepienia figurek? Co to, to nie! Aż tylu ukrytych talentów to ja nie mam :D

Tu z pomocą przyszła Ala – moja koleżanka z czasów licealnych, która robieniem takich spersonalizowanych figurek się zajmuje (szczerze polecam Wam profil borsuki na FB!). Ja z podziwem podglądałam na fejsie kolejne figurki pary młodej starannie przygotowywane na przeróżne weselicha i pomyślałam, że zaskoczę Alę kreatywnym wyzwaniem z trochę innej beczki. Wyszło super! Wszystkie figurki są z modeliny, więc wylądują w naszym pudle pamiątek z pierwszego roku życia Tadzika.

Ok, figurki mamy. To teraz dalsza część dekoracji – tort zdecydowałam się pokryć lukrem plastycznym. Można taki zrobić samemu, ale ja poszłam na łatwiznę i kupiłam gotowy lukier w kolorze pistacjowym (w tym samym sklepie kupiłam też liście z cukru). Oczywiście po fakcie przypomniałam sobie o tym, że nie mam niebieskiej masy a jeszcze w międzyczasie wymyśliłam sobie, że zrobię literki na tort. Cała ja. Na szczęście problem rozwiązał się bardzo szybko – w markecie kupiłam opakowanie białej masy cukrowej, poporcjowałam ją i zabarwiłam barwnikami spożywczymi (na szczęście zostały mi po przygotowaniu jadalnej farby dla malucha, pamiętacie?).

Chciałam mieć trzy kolory – żółty, niebieski i pomarańczowy. Ich przygotowanie było naprawdę bardzo proste – wystarczy wylać barwnik na kulkę lukru i zagniatać aż do uzyskania jednolitego koloru. Jedyny problem z lukrem jest taki, że ciepło rąk może rozpuszczać cukier. Trzeba więc się spieszyć i dociskać masę do blatu a nie ściskać w samych rękach. Dodatkowo masę można podsypać cukrem pudrem albo mąką ziemniaczaną (próbowałam obu – ja osobiście polecam mąkę).

Po przygotowaniu żółtą masę rozwałkowałam na macie i  nożykiem wycięłam literki. Każdą z nich ozdobiłam pomarańczowymi kropkami, tak żeby wyglądem przypominała skórę żyrafy. Gotową literkę owinęłam w folię spożywczą i schowałam w szafce, bo miejsce przechowywania powinno być suche i ciemne.

Zostało nam już tylko obłożenie tortu zieloną masą cukrową. Naoglądałam się filmików, na których rozwałkowaną już masę zawija się na wałek i tak rozkłada na torcie. Hmm… no nie, znając mnie, to na bank gdzieś by mi się coś skleiło. Na szczęście widziałam też inne rozwiązanie i mogę je z czystym sumieniem polecić – mata silikonowa. Lukier plastyczny rozwałkowany na niej potem bardzo łatwo przenieść na tort i “odkleić” od maty bez stresu, że coś nam się poskleja. Filmik instruktażowy, z którego skorzystałam jest TUTAJ.

Tort posmarowany kremami i obłożony lukrem plastycznym przygotowałam dzień wcześniej i włożyłam do lodówki. “Wodę”, literki i figurki położyłam przed podaniem. No i wbiłam świeczki! Tadzikowi najbardziej podobała się fontanna tortowa. I dekoracje oczywiście – zamiast zdmuchiwaniem zajął się zdejmowaniem literek :) Cóż – najważniejsze, że tort przypadł mu do gustu!

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do samodzielnej tortowej produkcji :) Poniżej znajdziecie jeszcze krótką ściągę z przygotowań ze wszystkimi linkami. Udanego pieczenia!

PODSUMOWANIE – CO? GDZIE? JAK?

Zobaczcie też inne wpisy w ramach PROJEKTU URODZINY!

***
Mam nadzieję, że podobał Ci się ten wpis :)
Jeśli chciałabyś zostać tu na dłużej obserwuj mój Instagram
Wtedy na pewno nic Cię nie ominie :)
Zapraszam Cię też do grupy na FB - Mamy Szyją!